Do napisania tego artykułu skłonił mnie odzew, jaki wywołał mój wpis na jednej z grup coachingowych na FB zapraszający na wywiad w temacie rekrutacji. Moderator zapytał co to ma wspólnego z coachingiem, więc odpowiedziałam mrugając okiem, że prowadzę coaching rekrutacyjny. I wtedy, niestety, okazało się, że nie wszyscy mają poczucie humoru.

Moja odpowiedź wywołała do tablicy teoretyków coachingu, którzy chcieli wiedzieć co to jest. I czy aby na pewno jest to zgodne z Najwyższą Instancją Coachingu.

O teorii coachingu powiedziano już chyba wszystko. Wszyscy formaliści, wyznawcy zawodu i neofici skoczyli już sobie do gardeł tysiące razy spierając się o to, czym coaching jest, a czym nie jest i kto ma prawo używać tej świętej nazwy.

Prawda jest taka, że każdy coach – tak jak lekarz – prowadzi klienta swoimi ścieżkami. Cel jest jeden, ale drogi prowadzące do niego różne. Pomijając okres terminowania, kiedy wszyscy kurczowo trzymają się kartki z procesem, uprawiamy coaching na swój sposób. Moje metody pracy ewoluowały wraz z doświadczeniem. Chodzę na szkolenia, czytam książki, podpatruję inne metody, „obrastam” w narzędzia i uczę się od samych klientów co działa, a co mogę porzucić.

To co robi różnicę

Klienci są różni i choć mają podobne problemy (tak, tak nie jesteśmy wcale tak wyjątkowi jak nam się wydaje) to różnie reagują na interwencje. Dlatego z mojego punktu widzenia to co czyni prawdziwą różnicę jest nie tyle metoda, co osobowość coacha i jego system wartości.

Czy bardziej wierzy w ciszę pełną empatii czy prowokacyjny challenge? Czy pracując w biznesie ogranicza się do rozwoju kompetencji biznesowych czy wypuszcza się w rewiry powszechnie uznane za prywatne? Czy wierzy w to, że coaching dzieje się pomiędzy sesjami i pomaga mu się zadziać dając klientowi zadania i wyzwania czy pracuje tylko podczas sesji?

To, moim zdaniem są ważne pytania, a nie bicie piany o teorii coachingu. Poniżej piszę, jak to wygląda u mnie, czytaj uważnie!

To fakt, że narosło sporo mitów na temat magicznej mocy coachingu. Zapewne po to aby uzasadnić jego wysoką cenę. Kiedy zaczynałam praktykę moi nauczyciele inakasowali za 1h sesję 2,5 tysiąca. Kilkanaście lat później ceny business coachingu spadły o połowę. Coaching jest bardziej dostępny cenowo także dla osób prywatnych. Mówi się o tym, że wiele osób w zawodzie jest przypadkowych i coaching nie ma już takiej siły rażenia jak kiedyś. Uśmiecham się, kiedy to słyszę. Albo gdy ktoś mówi „miałam coaching, w sumie coś tam sobie poukładałam, ale teraz znowu mam problem”. Byłaś też u lekarza. Zapewne niejednego i niejeden raz. I nie raz jeszcze pójdziesz, nawet jeśli trafisz na takiego, którego wolałabyś drugi raz nie spotkać. I czy to znaczy, że cała medycyna jest do kitu i żaden lekarz już Ci nie pomoże?

Kto ma swojego coacha?

Ktoś, kto dba o siebie przynajmniej tak dobrze jak swój samochód. Chcesz mieć auto na chodzie, jedziesz do przeglądu. Chcesz mieć „porządek w papierach” , idziesz do biura rachunkowego. Szukasz miłości życia, idziesz do swatki (podobno ten zawód przeżywa istny renesans w świecie fikcyjnych profili na serwisach randkowych). Dlaczego swoją karierę masz traktować po macoszemu?

W Polsce, w przeciwieństwie do innych krajów, coaching zadomowił się bardziej w wersji life coachingu niż coachingu biznesowego. Trochę zapewne z powodu kosztów całego procesu coachingowego (które pomimo spadku ceni i tak oscylują wokół kilku tysięcy złotych na osobę), trochę braku zaufania do instytucji coachingu oferowanego przez własną firmę. Coaching kojarzony jest zwykle z kryzysem i planem naprawczym, stąd trudno oczekiwać, by ktoś, kto otrzymał od firmy tak kosztowny prezent był nim prawdziwie uradowany. Jedną nogą czując się na wylocie. Na szczęście są i takie firmy, które wolą inwestować w człowieka, by zapobiec pożarom, a nie tylko by je gasić.

Klienci zgłaszający się do mnie o pomoc to managerowie, którzy wolą nie prosić o coaching w swojej firmie, aby nie być opatrznie zrozumianymi. Chcą się rozwijać i pragną iść do przodu, ale nie chcą by odbywało się to w świetle reflektorów. Wiedzą, że mają takie obszary, w których mogą działać bardziej skutecznie i niekoniecznie chcą przyznawać się do tego na forum.

Trafiają do mnie na coaching także kobiety, które nie chcą iść na psychoterapię, bo ich problemy nie maja takiego kalibru, a coś już słyszały o coachingu. Chcę znaleźć lepszą pracę, wzmocnić swoje poczucie własnej wartości albo odkryć swoje powołanie (i wtedy zderzają się z moim systemem wartości, bo wierzę w talenty, ale nie wierzę w enigmatyczne powołanie, o czym pisałam tutaj LINK – mówiłam już jak ważny jest światopogląd coacha, prawda?)

Dlaczego warto zatrudnić coacha?

Najkrócej mówić po to by osiągnąć większą skuteczność w działaniu. Coach uświadamia, dlaczego ludzie czegoś nie robią, gdzie są bariery psychologiczne i ja można na nie oddziaływać. To jest wiedza, która pozwala zrozumieć, co się dzieje, jak oddziaływać na system, dlaczego np. ktoś nie potrafi utrzymać się w żadnej pracy na dłużej? Mając w walizce różne kapelusze – coacha, managera zespołu, dyrektora personalnego – zmieniam je co jakiś czas i poszerzam wiedzę mojego klienta na temat funkcjonowania systemu, w jakim jest.

Powiedziałabym wręcz, że skoro mam takie doświadczenia, to jest moim obowiązkiem z nich korzystać – widzieć więcej, rozumieć więcej, umieć dopasować rozwiązania. Dlatego w swojej pracy nieodzownie łączę coaching z mentoringiem. Moim klientom to się podoba, a że wyznawcom doktryny trochę mniej, trudno.

I na koniec – moje odpowiedzi na pytania zadane powyżej: tak, challenguję, wypuszczam się w prywatne rewiry, robię wyzwania, zadaję dużo prac domowych i jestem w tym co robię po prostu dobra. Jeśli chcesz poczuć klimat, zapisz się na bezpłatną sesję.

Poznaj swoje motywacyjne D. N. A. i

znajdź dopasowaną do siebie pracę!

Zgadzam się z polityką prywatności