Żyjemy w trudnych czasach. Być może jesteś w sytuacji, w której mniej przeraża Cię założenie własnej firmy niż szukanie pracy w kryzysie. Zanim rzucisz się na głęboką wodę warto zadać sobie pytanie –  dlaczego własna firma, po co? Kiedy zadaję to pytanie soloprenerom, to najczęściej okazuje się, że w zasadzie nie planowali tego. Zostali zwolnieni z pracy albo nie chcieli pracować u kogoś i… tak wyszło. Resztę dopisał przypadek.

Czy potrzeba decydowania o sobie jest wystarczającym powodem do założenia własnej firmy? Wiem z historii osób, które z podkulonym ogonem wracają na etat, że niekoniecznie. I wiem o czym mówię, bo sama też wróciłam z podkulonym ogonem kilkanaście lat temu. Moja potrzeba wolności nie wystarczała, aby się utrzymać. Z perspektywy czasu widzę, że prowadziłam działalność dla siebie, nie dla innych i najwyraźniej zabrakło w niej oferowania wartości, za którą klienci chcieliby zapłacić.

O wartości możemy mówić wtedy, gdy wytworzymy coś użytecznego i podzielimy się tym z innymi, a oni będą chcieli nam za to zapłacić. Zapłata nie jest warunkiem koniecznym wartości, ale przydaje się, jeśli nie chcemy siedzieć na garnuszku rodziców (co byłoby jednak zaprzeczeniem idei wolności, dla której zakładamy biznesy). To, czy tworzenie tej wartości jest naszą pasją, naturalnym talentem czy hobby, jest tutaj bez znaczenia, jakkolwiek brutalnie to zabrzmi. Absolutnie kwestionuję chętnie głoszoną ludową mądrość „rób to co kochasz, a pieniądze przyjdą same”. Ja robiłam to co kochałam, a pieniądze nie przyszły. Stan konta często odziera nas ze złudzeń.

Zakładając własny biznes wielu początkujących przedsiębiorców koncentruje się na dotacjach, „małym” ZUS-ie czy business planach pisanych pod bezzwrotne pożyczki. Potem stawia stronę, wykupuje reklamy na FB i wydaje masę kasy na różne niepotrzebne rzeczy, podczas gdy najważniejszy jest wgląd w charakter ludzkiego nieszczęścia. Każda chwila nieszczęścia jest potencjalnie nowym biznesem czekającym na narodziny, w którym możesz zostać ekspertem.

Możemy ulegać złudzeniu, że wszystko już zostało powiedziane, wymyślone, zrobione – co jest prawdą do momentu, gdy nie okazuje się, że jednak ktoś coś nowego stworzył i wprowadził na rynek, choć wydawało się, że na nic nie ma już miejsca. Konsumpcjonizm ma się dobrze i choć moim życiowym motto jest zdanie, że „świat pełen jest rzeczy, których nie potrzebuję” pewnie niejedną rzecz jeszcze kupię.

Zatem koncepcja, że dotarliśmy do ściany na drodze przedsiębiorczości, bo już wszystko było, jest intelektualnie nie do obronienia. Taki Uber na przykład, nie wymyślił taksówek, ale wprowadził innowacyjną alternatywę. Uber przyjął się na rynku, bo przekazał kontrolę nad procesem pasażerowi i zamówienie taksówki nigdy nie było tak proste.

Gdybyś chciała założyć zeszyt wk*rwów i wpisała tam każdego dnia to, co Cię denerwuje, szybko zauważyłabyś, że w Twoim świecie wiele jest miejsc, które czekają na nowego Ubera. Tak fascynująco różnimy się w swoich oczekiwaniach co do tego, jak pewne usługi/rzeczy „powinny” wyglądać. Każde niezadowolenie ludzi to nieodkryta okazja do zarobienia pieniędzy, a im większe rozczarowanie i im większej grupy ludzi dotyczy, tym większy rynek. Nie namawiam Cię do zatrudniania armii deweloperów i tworzenia innowacyjnych aplikacji, ale do popatrzenia na to co już jest w krytyczny sposób.

Pierwszym krokiem w stronę założenia firmy jest przeanalizowanie przyczyn własnego i cudzego nieszczęścia. Bo udany biznes jest w swej istocie próbą rozwiązania czyjegoś problemu, a zatem:

  1.   Jakie problemy chciałabyś rozwiązywać? Jakie sytuacje Ciebie samą bolą i co chciałabyś zmienić w swoim mikroświecie? (ja, na przykład, przez długi czas nosiłam się z myślą założenia własnej szkoły, bo nie znalazłam takiej, do której chciałabym posłać dziecko, ale założyciele Naszej Dobrej Szkoły mnie ubiegli i Alek chodzi do klasy, która jest jej pierwszym rocznikiem).
  2.   W jakich obszarach życia Twoi przyjaciele uważają za szczególnie wybrednych? Potraktuj tę podwyższoną wrażliwość jak kopalnię pomysłów na biznes.
  3.    Wróć do najbardziej odjechanych pomysłów na biznes, jaki kiedykolwiek miałaś i wyobraź sobie, że nie są aż tak nierealistyczne. Jak powiedział Ralph Emerson: „W każdym dziele geniusza odnajdujemy nasze własne odrzucane myśli”. Co jest na Twojej liście?
  4.    Dokończ zdanie: Gdybym była zmuszona prowadzić sklep, sprzedawałabym

Możesz ulegać złudzeniu, że wszystko już jest. Ale prawda jest taka, że jest jeszcze wiele miejsca pod wielkim dachem nieba i pomimo tysięcy diet na odchudzanie, z pewnością wkrótce pojawi się kolejna, a wraz z nią kolejni specjalizujący się w niej dietetycy, obsługujący inny segment klientów. Założysz się?

Poznaj swoje motywacyjne D. N. A. i

znajdź dopasowaną do siebie pracę!

Zgadzam się z polityką prywatności